Stoję
na najwyższej półce twojej domowej biblioteczki , wciśnięta między
stare , pożółkłe , od wielu lat nie tknięte tomy encyklopedii , do
których jestem podobna formatem i objętością.
I tak stoję od wielu lat
niedostrzeżona , nieomal niewidzialna , spokojnie medytuję nad moim
niewesołym losem.
Tematem moich najczęstszych medytacji jest pytanie :
po co kupiłeś mnie , człowieku , po
co zapłaciłeś za mnie trzysta złotych , po co dźwigałeś mnie w teczce
przez miasto i po co mnie przyniosłeś do domu ?
Po co ?
Czy po to , aby
przerzucić kilka moich stronic , przeczytać pobieżnie na chybił trafił
kilka wybranych wersetów , spojrzeć na mnie z bogobojnym drżeniem i
odstawić nabożnie na najwyższą półkę w księgozbiorze ?
Pamiętam ,
jak raz podczas przyjęcia w twoim domu , ktoś w towarzyskiej rozmowie
błędnie zacytował słowa Chrystusa , ktoś inny je sprostował , a gdy
wybuchła między rozmówcami sprzeczka , który z cytatów jest właściwy ,
jeden z adwersarzy prosił cię o przyniesienie Pisma Świętego.
Podniosłeś głowę i spojrzałeś w moim kierunku.
Pomyślałam
z radością , że wreszcie wybiła moja godzina , że podejdziesz do półek ,
i wspiąwszy się nieco na palcach , ujmiesz mnie za gruby grzbiet i
wyciągniesz spomiędzy pożółkłych tomów encyklopedii Orgelbranda.
Ale próżna była moja nadzieja..
Twój
wzrok obojętnie mnie minął , prześlizgnął się po mnie, jak po
niewidzialnym duchu , prze ułamek sekundy błąkał się po najniższych
półkach i – zatrzymał się bezradnie na twarzach twoich rozmówców: „Nie
wiem , gdzie jest…Nie wiem , gdzie ja postawiłem…” – rzekłeś.
Był
czas , gdy przypuszczałam, że nabyłeś mnie po to , by móc w razie
potrzeby pochwalić się moja obecnością w twojej bibliotece.
Teraz
dowiodłeś swoją odpowiedzią , że nie miałeś zamiaru stosować wobec mnie
snobistycznego nawyku , który mimo wszystko mógłby być
częściowym wytłumaczeniem mojej egzystencji snobistycznego nawyku ,
który mimo wszystko mógłby być częściowym wytłumaczeniem mojej
egzystencji pod twoim dachem.
Twoją odpowiedzią rozwiałeś jeszcze jedno
moje złudzenie.
Nie wiesz , gdzie jestem….
Zapomniałeś
, gdzie mnie postawiłeś…. Słowa te wypowiedziałeś obojętnie , bez
niepokoju , który zazwyczaj towarzyszy myślom o przedmiotach zaginionych
, zawieruszonych , zapodzianych.
Z bólem zrozumiałam , że minęła mnie wielka szansa wyjścia z tego kraju wygnania , jakim jest dla mnie twój księgozbiór
Czy
nigdy już nie nastąpi mój exodus?
Czy nigdy już nie będę strażować na
twoim nocnym stoliku , czy nigdy nie spocznę na twoim biurku ,
przy
którym pracujesz , albo na twoim stole , na którym krajesz chleb ?
Więc
po co kupiłeś mnie , człowieku ? po co zapłaciłeś za mnie trzysta
złotych , po co dźwigałeś mnie w teczce przez miasto i po co przyniosłeś
do domu ?
Po co ?
A
potem zdarzyło się coś , co wzbudziło we mnie znowu nadzieję na moje
rychłe wyzwolenie z zapomnienia , na które mnie lekkomyślnie skazałeś.
Twoje
jedyne dziecko ciężko zachorowało.
Wzywałeś lekarzy , sławnych
profesorów.
Nic nie pomogły lekarstwa i zabiegi .
Dziecko twoje umarło ,
a ty pogrążony w bólu i rozpaczy siedziałeś w swoim gabinecie , w
fotelu , przy zapuszczonych zasłonach i nieruchomym wzrokiem patrzyłeś w
mrok zalegający pokój.
Nie mogłeś zrozumieć sensu śmierci
twojego dziecka , począłeś wątpić o sensie własnego życia , nie umiałeś
dociec , dlaczego cierpi niewinne dziecko , a grzesznik żyje i
bezkarnie tuczy się krzywdą bliźniego , dlaczego bezlitosny los na ślepo
w człowieka uderza . i wtedy
serce we mnie gwałtownie zabiło , bo pomyślałam , że właśnie teraz
nadeszła chwila , gdy wstaniesz z fotela , zapalisz światło elektryczne i
zaczniesz mnie szukać , pośpiesznie szukać , gorączkowym spojrzeniem
biec będziesz po ozdobnych grzbietach książek , i wreszcie po tylu ,
tylu latach znajdziesz mnie wciśnięta między tomy starej encyklopedii ,
strząśniesz ze mnie siwy pył , otworzysz i wyczytasz w moich wersetach
słowa pociechy o życiu , śmierci i nieśmiertelności.
I znowu się
rozczarowałam.
I znowu przeżyłam jeszcze jedno złudzenie.
Ostatnie .
Nie
wstałeś z fotela i nie zaświeciłeś światła elektrycznego. Siedziałeś
bez ruchu , pogrążony w rozpaczy z niezliczonymi zapytaniami na ustach ,
które nie umiały ci udzielić odpowiedzi.
Więc po co kupiłeś mnie , człowieku ?
Po co?
A
potem umarła twoja żona , a ty ugiąłeś się pod ciosem , stałeś się
niedołężnym starcem , przestałeś wychodzić na miasto i tylko
przechadzałeś się po pustym mieszkaniu , od czasu do czasu przystawałeś
przy oknie ,patrzyłeś na ulice , na spieszących przechodniów , nie
rozumiejąc , po co oni żyją , po co sam jeszcze żyjesz i po co istnieje
świat.
I pewnego dnia umarłeś.
Szybko
zjawili się spadkobiercy i likwidując mieszkanie , kiwali smutnie
głowami nad twoim doczesnym majątkiem.
Jeden znalazł mnie wśród
książek zrzuconych bezładnie na podłogę.
Schylił się , podniósł mnie i
obejrzał , otrzepał mnie z grubej warstwy pyłu i rzekł drżącym od
tkliwego wzruszenia tkliwego wzruszenia głosem do stojącego obok
młodzieńca : „Widzisz ? twój stryj nieboszczyk , Panie świeć nad jego
duszą , był pobożnym człowiekiem.
Miał Biblię .
Weź sobie z niego
przykład”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz