czwartek, 1 lutego 2018

Modlitwa…..


Modlitwa – łatwe to czy trudne?

Niektórzy mawiają, że modlitwa to coś bardzo łatwego – zamknij oczy z wiarą i zaczniesz się modlić. Inni zaś twierdzą, że modlitwa jest czymś szalenie trudnym, trzeba się jej uczyć, a i tak nigdy nie nauczymy się do końca. Niesamowite jest to, że jedni i drudzy mają rację. Modlitwa jest łatwa i trudna jednocześnie.
Czy łatwo jest dziecku spotkać się z kochającym rodzicem?  
Myślę, że jest łatwo.
Czy łatwo jest dorastającemu dziecku spotkać się z kochającym rodzicem?
 Myślę, że jest trudno.
Czy łatwo jest dorosłemu spotkać się z kochającym rodzicem?
Myślę, że to zależy od tego, jak został pokonany poprzedni etap.
W przypadku modlitwy kochającym rodzicem jest Bóg Ojciec. 
Możemy być pewni jednego - Jemu zależy dużo bardziej niż nam na tym, abyśmy Go spotkali. Bóg ze swojej strony wyraża gotowość, aby dziecko podeszło do niego w każdej chwili. Kiedykolwiek chce! Robi też wszystko, aby do spotkania z Nim doszło jak najszybciej i aby było ono jak najwspanialsze i owocne dla dziecka.
Nie ma nikogo, kto starałby się bardziej od Boga, aby nasza modlitwa była głęboka i prawdziwa.
On tak bardzo o to zabiega, że zgodził się umrzeć, byle tylko spotkać się z człowiekiem i  go ocalić. To jest najwspanialsza informacja dla tych, którzy chcą się modlić.
Zanim zaczniesz modlitwę, uświadom sobie, że Bóg marzył o tej chwili dnia, kiedy Ty podnosisz oczy ku niebu!
Jezus naprawdę czekał na ten moment, nawet jeśli jest on krótki.
Dlatego modlitwa jest łatwa, bo spełnia pragnienia Boga.
Wolą Boga jest spotykać człowieka w cztery oczy.
 Z drugiej strony do spotkania z Ojcem podchodzi dziecko czyli Ty i ja.
I jeśli chodzi o trudności na modlitwie, to dotyczą one tylko człowieka.
Zasadniczo jest tak, że będąc w chrześcijańskim dzieciństwie (czyli czasie bezpośrednio po nawróceniu, przemienieniu swojego życia) nie mamy trudności z modlitwą. Otwartość na Boga jest dosyć duża. Nasze życie duchowe ma rozmach, który owocuje również w łatwości spotykania Boga na modlitwie.
 Na szczęście nie jest tak, że chrześcijańskie dzieciństwo można mieć tylko raz w życiu. Mamy taki moment w życiu duchowym ilekroć przeżywamy nawrócenie. Dlatego błogosławieni ci, którzy uczestniczą w różnych rekolekcjach ze szczerym pragnieniem przemiany życia i myślenia. Nawet jeśli pozornie wszystko wydaje się być w porządku i nie ma się ochoty na kolejne zmiany (to pułapka wielu pobożnych ludzi).
Ci, którzy pragną nowego nawrócenia, otwarci są również na przyjęcie nowej łatwości w modlitwie. Na nowo mogą nabrać rozmachu w modlitwie, co sprawi, że staje się ona przyjemna.
Po doświadczeniu dzieciństwa przychodzi czas, kiedy człowiek ma trudności w komunikacji z kochającym rodzicem.
 W rodzinach z reguły trudności są po obu stronach – rodzice nie rozumieją młodzieży, ta zaś nie stara się zrozumieć rodziców.
 W modlitwie sytuacja jest o tyle łatwiejsza, że Bóg robi wszystko, aby z kształtującym się chrześcijaninem nadawać na tej samej fali. A zatem problem dotyczy dojrzewającego duchowo człowieka. Polega on na tym, że życie staje się bardziej atrakcyjne niż czas spędzany z kochającym Ojcem.
Znamy to z życia – łatwiej być z kolegami, szaleć, uprawiać sport i czytać książki.
A gdy przychodzi czas na rozmowę z Ojcem, gdy wieczorem wracamy do domu – okazuje się, że nie ma sił, albo jest ciekawy film w telewizji. To są problemy dojrzewającego duchowo chrześcijanina. Potem dodatkowo okazało się, że Ojca okłamaliśmy.
Innym razem prosił nas o coś, a zapomnieliśmy to zrobić, albo odmówiliśmy. To z kolei sprawia, że zaczynamy się trochę bać spotkań z Nim, trochę Go omijamy.
Modlitwa zaczyna być trudna! I tutaj zaczynają się problemy.
Nawet gdy w takim stanie siądziemy do modlitwy, to ona nie wychodzi.
Czujemy jakby Bóg już nie chciał nas spotykać.
Próbujemy się z nim połączyć, nabrać ducha.
A to wszystko takie puste, bez wyrazu. Wówczas  już nie wystarczy uklęknąć. Trzeba czegoś więcej.
Tym „więcej” jest szczere pragnienie spotkania z Ojcem.
Modlitwa jest trudna w momencie, gdy przestajemy jej pragnąć.
Gdy zaczynamy czuć, że ona powinna być w naszym życiu, ale
przestajemy jej pragnąć (czyli  gdy staje się obowiązkiem). Wówczas zamiast typowej modlitwy, lepiej prosić Boga o nowe pragnienie modlitwy, o otwartość na nowe w życiu, na nawrócenie. Dobrze jest wówczas wziąć duchową książkę, pojechać na rekolekcje – zrobić coś Bożego, co przychodzi z wielkim trudem.
Jest to czas przełamywania się, czyli dojrzewania.
Nasze dalsze życie modlitewne zależy od tego, na ile będziemy otwarci podejść do Ojca i powiedzieć prawdę. Nawet jeśli ta prawda jest bardzo bolesna, pełna cierpienia i pretensji. W takich sytuacjach czasem odczuwamy, że Bóg nas zawiódł. Miało być lekko, a jest coraz trudniej. Im szybciej to wypowiesz Ojcu, który na te słowa czeka, tym szybciej wrócisz do prawdziwej modlitwy. Bywa, że nie wystarczy powiedzieć to Ojcu raz. Ból tak bardzo przykrywa nasze pragnienia modlitwy, że potrzebujemy to mówić Bogu miesiącami. To jest walka o możliwość szczerego spotykania się z Ojcem. A nasze serce napotyka opory. To jest trud w modlitwie. Od tego, jak przejdziemy nasze zmagania, zależy czy nasza modlitwa stanie się dojrzałą, czy po prostu przestanie istnieć. Pocieszający jest fakt, że zawsze możemy zacząć od nowa.  
ZAWSZE! Wystarczy prosić usilnie Boga o własne nawrócenie.
Skoro Jemu tak bardzo zależy na tym, by mnie spotkać, skoro Bóg o tym marzy – to na pewno odpowie na moją prośbę.
Stworzy okazję, bym zmienił swoje myślenie, bym zerwał z chaosem w swoim życiu i na nowo miał warunki do modlitwy. 
Wystarczy tego zapragnąć…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz