czwartek, 1 lutego 2018

Ufność – środek o natychmiastowym działaniu

 Pragnę napisać dziś o niezwykłym zjawisku, które dokonało się w Paryżu w domu niejakiego Paola Soosa.

Z obrazu Jezusa Miłosiernego zaczęły wypływać stróżki oleistej cieczy, nie pionowo w dół, lecz – wbrew prawu grawitacji – wzdłuż promieni rozchodzących się z serca Jezusa.

Zjawisko to po raz pierwszy pojawiło się 16 października 1995r. 

Ciecz ma oleistą konsystencję i wydaje przyjemny, niezwykły  zapach.

Przed tym obrazem dokonują się liczne uzdrowienia i nawrócenia. 

Ks. Andrzej Trojanowski opisał przypadek uzdrowienia którego sam był świadkiem.

Podczas rekolekcji w polonijnej kaplicy na skraju Paryża jeden z mężczyzn, który od kilkunastu miesięcy pluł krwią i miał palący ból w piersi, z wielką wiarą i ufnością przycisnął do serca reprodukcję cudownego obrazu i został uzdrowiony.

Podobnego uzdrowienia doznała jedna z czytelniczek po przeczytaniu artykułu na ten temat w ”Miłujcie się”

Do redakcji tego pisma przysłała wzruszający list razem z wynikami lekarskich badań przed i po uzdrowieniu. Oto jej świadectwo:

„Pod koniec września 1997r. w parafii Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Mielcu zakupiłam nr.9-10/97 „Miłujcie się” Szczególnie zainteresował mnie artykuł na s.20:  „Ufność -  Środek o natychmiastowym działaniu”. Po przeczytaniu tego artykułu byłam bardzo wzruszona uzdrowieniem cierpiącego mężczyzny przez cudowną ikonę Pana Jezusa Miłosiernego w Paryżu. W tym  czasie wróciłam ze szpitala w Mielcu na kilka dni do domu ze skierowaniem na chirurgię do kliniki w Krakowie z rozpoznaniem wrzodu żołądka i podejrzeniem choroby nowotworowej, która miała dać przerzut na wątrobę. Z tego powodu zalecano mi resekcję całego żołądka. Zdawałam sobie sprawę ze jest to nowotwór, gdyż miałam bardzo silną anemię, brak apetytu wypadanie włosów kilkakrotną utratę przytomności, osłabienie, wstręt do spożywania mięsa, bardzo silne bóle w okolicy serca i utratę 17 kg wagi ciała. Wiedziałam że moje życie zbliża się do końca. Byłam wdzięczna Panu Bogu ze nie mam lęku w obliczu zbliżającej się śmierci. Właśnie wtedy, po przeczytaniu wspomnianego artykułu, podobnie jak uzdrowiony człowiek w Paryżu, przycisnęłam do piersi ilustrację Jezusa Miłosiernego, z którego serca wypływała tajemnicza kleista ciecz.

Nie śmiałam prosić o cud uzdrowienia, gdyż nie czułam się godna tak wielkiej łaski. Prosiłam Pana Jezusa przez cały czas choroby i w tamtej chwili o cierpliwe znoszenie tego, czym Pan Bóg mnie doświadcza, gdyż niektóre badania były bardzo bolesne.

Po tej gorącej modlitwie, na prośbę mojej córki, która bardzo ciężko przezywała moją chorobę, pojechałam na chirurgię do krakowskiej kliniki.

Musiano wielokrotnie przeprowadzać badania, gdyż nie można było znaleźć w wątrobie stanów chorobowych, które wcześniej odkryto na tomografii, która jest bardzo dokładnym badaniem.

Podczas kolejnych badań gastrycznych i innych stwierdzono, że wrzód się goi i zmniejsza, dlatego zakończono leczenie kliniczne bez operacji.

Lekarz prowadzący żegnając mnie, wyraził swoje zdziwienie i zadowolenie, że przyszłam do kliniki z tak groźnym rozpoznaniem a tak szczęśliwie zakończył się mój pobyt w szpitalu.

Kilkakrotnie jeszcze jeździłam do kliniki na badania kontrolne, gdzie stwierdzono całkowite wyleczenie.

Pan Jezus dał mi więcej aniżeli prosiłam.

Zostałam całkowicie wyleczona.

Może dlatego abym mogła zaopiekować się mężem, który jest po operacji i wymaga opieki, oraz nieuleczalnie chorym synem,  który teraz przebywa w szpitalu.

Wdzięczna Panu Bogu i Redakcji.”

 

Znalezione w sieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz