piątek, 23 lutego 2018

Uzdrowienie Michała

z martwicy głowy kości udowej
      Rodzice są lekarzami:
       matka laryngolog
       ojciec internista, medycyna ogólna i rodzinna.  

Świadectwo rodziców: 
  
Mieszkamy  w Tarnowskich Górach. Michał urodził się w 1992 roku. 
Kiedyś jako dziecko  w wyniku nieszczęśliwego wypadku złamał sobie przedramię.
Musiał nosić gips ramienny, a że był raczej drobnej budowy, spowodowało to przeciążenie prawego biodra.
Po jakimś czasie, po zagojeniu się złamania, zaczął utykać.
Był wtedy w ostatniej klasie przedszkola, czyli w „zerówce”.
       Rozpoznano jałową martwicę głowy kości udowej, chorobę Perthesa. 
Jest to schorzenie przebiegające niestety z bardzo dużą liczbą powikłań, które mogą prowadzić do masywnego zniszczenia stawu biodrowego, wymagającego nawet endoprotezoplastyki, czyli wymiany chorego stawu biodrowego. 
Często oznacza to okaleczenie do końca życia.
       Przebieg choroby naszego syna nie był może specjalnie dramatyczny, ale bardzo żmudny, i nasi koledzy, lekarze ortopedzi, stopniowo przygotowywali nas na możliwość wystąpienia powikłań  i to tak dramatycznych, że powodujących kalectwo do końca życia, a także na możliwość pojawienia się tego schorzenia również  w lewym stawie biodrowym. Takie przypadki też się niestety u chłopców zdarzają.
       Proces leczenia wymagał praktycznie unieruchomienia dziecka, wolno mu było jedynie poruszać się dla załatwienia potrzeb fizjologicznych o kulach oraz w aparacie odciążającym.
Przez dwa pierwsze lata podstawówki Michał w gruncie rzeczy nie chodził do szkoły. Nauczycielka prowadziła nauczanie indywidualne u nas w domu.
       O Gidlach dowiedzieliśmy się od naszych pacjentów i dobrych znajomych. Polecano sanktuarium w Gidlach jako miejsce cudownych uzdrowień, które miały miejsce także w rodzinach naszych informatorów. 
To tutaj ich modlitwy zostały wysłuchane.
Zatem i my przyjechaliśmy do Matki Bożej Gidelskiej prosić o pomoc dla naszego dziecka.
Przybyliśmy tu z pielgrzymką, modliliśmy się gorąco, daliśmy Michałowi winko, odmawialiśmy modlitwę z obrazka Matki Bożej Gidelskiej.
Ten obrazek już wkrótce stał się dla nas symbolem obecności Maryi wśród nas. Nasza wiara ulegała cały czas wzmocnieniu, podobnie umacniała się nasza wytrwałość, bo przecież jako ludzie jesteśmy słabi.
Niejednokrotnie przeżywaliśmy chwile rozterek, chwile słabości.
Wiara jednak pozwoliła nam przetrwać długi okres choroby dziecka, w sposób zadziwiający.
Na zajęcia katechetyczne przygotowujące do Pierwszej Komunii Świętej Michał chodził jeszcze o kulach, natomiast na samą uroczystość ortopedzi pozwolili mu zdjąć aparat odciążający i iść bez kul łokciowych.
Dalsza rehabilitacja przebiegała nadal pod kontrolą, ale od dwóch lat Michał wciąż rozszerza swoje możliwości ruchowe.
 Od ubiegłego roku może już uczestniczyć w zajęciach z WF pod specjalnym nadzorem nauczyciela, by nie sforsował osłabionego stawu biodrowego.
       Leczenie zakończono praktycznie bez powikłań, jesteśmy więc naprawdę szczęśliwi
i wdzięczni Matce Bożej, że dała naszemu synkowi zdrowie, a także siłę potrzebną nam rodzicom i córce, siostrze Michała, która znosiła dzielnie i z wielkim poświęceniem chorobę młodszego brata.  Dzisiaj on sam mówi: „Sportowcem nie będę, ale mogę już biegać”.
Proszę wierzyć, nasze łzy wzruszenia są naprawdę bardzo szczere.
Świadectwo siostry: Jak odbierałaś chorobę braciszka, która trwała tak długo?
Wierzyłam, że dzięki naszym modlitwom mój brat będzie zdrowy, wierzyłam w to, że Matka Boska mu pomoże.
Z tą wiarą żyłam przez lata.
 I tak wytrwaliśmy do teraz, kiedy już może chodzić swobodnie i jest zdrowy.
Kiedy ujawniła się choroba Michała, miałaś dziesięć lat. 
W jaki sposób modliłaś się w intencji brata?
W codziennej modlitwie prosiłam zawsze Boga o pomoc i zdrowie dla Michała, który wtedy był najważniejszą osobą w naszej rodzinie.
Co chciałabyś powiedzieć ludziom, którzy przychodzą do gidelskiego sanktuarium, klękają  w kaplicy, rozglądają się po obrazkach przedstawiających cudowne uzdrowienia  i zastanawiają się, czy Matka Boża rzeczywiście pomaga?
Chciałabym powiedzieć im tylko jedno, że po prostu wiara czyni cuda. 
Nigdy nie można przestać wierzyć.
Ale co zrobić, żeby mieć taką wiarę?
 Czy ty, twoja mama i tata byliście tak głęboko wierzący, żeście potrafili wymodlić Michałowi łaskę zdrowia? Jak to rozumiesz?
Nie wiem, to po prostu wychodzi od każdego z nas ze środka, po prostu trzeba mieć tę wiarę, ona daje wszystko.
Głęboko ufałaś, że brat będzie uzdrowiony?

Tak. (Siostra płacze).

 Korzystaliśmy z możliwości diagnostycznych kilku klinik w Polsce i z konsultacji pewnej kliniki w Niemczech. 
Tego rodzaju schorzenia nie leczy się ani farmakologicznie, ani zabiegowo. 
Jedna tylko klinika w Sosnowcu zachęcała nas do wykonania dosyć drastycznego zabiegu chirurgicznego związanego z przecięciem całej miednicy.
Natomiast cztery pozostałe, łącznie z kliniką łódzką, z prof. Zenderem (znanym ortopedą dziecięcym), wskazywały na leczenie zachowawcze. 
Choroba Perthesa, czyli jałowa martwica głowy kości udowej, jest praktycznie nieuleczalna.
Implantacja stawu biodrowego właściwie zmniejsza tylko ból, nie prowadzi do całkowitego wyleczenia.
Ograniczenie sprawności przez tę chorobę jest dożywotnie.
Tylko wiara i tylko Boża pomoc za wstawiennictwem Matki Bożej Gidelskiej pomogły uzyskać pełne wyleczenie naszego synka Michała.
Nie ma bowiem w tej chorobie możliwości skutecznego medycznego wpływu. 
Tu się nie wytnie wyrostka, tutaj się nie poda antybiotyku.
Nie ma innej możliwości, jak tylko trwać w niezachwianej wierze w nadprzyrodzoną pomoc.Trzeba głęboko wierzyć i uzbroić się w cierpliwość.
Matka Boża Gidelska nas nie zawiodła.
Bóg zapłać!

lek. med. Beata Nowodworska
lek. med. Dariusz Nowodworski


Gidle, 29.08.2004 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz