Nie mogłem inaczej
(1947 – 1984) – duchowny , kapelan niezależnego Samorządnego związku zawodowego „Solidarność”.
Przyjął święcenia kapłańskie z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego.
Od sierpnia 1980 roku związał się z ruchem „Solidarność” , popierał środowiska robotnicze.
W czasie stanu wojennego organizował Msze Święte za Ojczyznę.
Wyrażał
sprzeciw wobec represjom systemu komunistycznego , podejmował w swych
kazaniach problemy moralne , wzywał do poszanowania wolności ludzkiej ,
dlatego też zyskał ogromne poparcie ludu , jak i naraził się władzom PRL-u.
Z
powodu ciągłej inwigilacji Służb Bezpieczeństwa , a nawet rosnącego
zagrożenia życia (rzucanie kamieni w okno , uszkodzenie samochodu,
upozorowanie wypadku pod Gdańskiem) ks. Jerzego , prymas Józef Glemp
zaproponował mu wyjazd do Rzymu , z którego ks. Popiełuszko nie
skorzystał.
19
października 1984 roku , wracając ze Mszy na trasie Bydgoszcz –
Warszawa , ks. Jerzy Popiełuszko został uprowadzony wraz ze swoim
kierowcą Waldemarem Chrostowskim.
Kierowca , po tym jak ks. Jerzy wysiadł z samochodu , usłyszał słowa : „ panowie , dlaczego mnie tak traktujecie?” .
Potem nastąpiło głuche uderzenie – relacjonował Chrostowski – jakby ktoś uderzył pałką w nabity worek maki.
Po czym świadek dodał : „ Zorientowałem się , że stała się rzecz okropna , że ks. Popiełuszko został ogłuszony albo zabity”.
Słychać było , że ks. Jerzy został wrzucony do bagażnika.
Samochód gwałtownie odjechał. Był w nim również kajdankami skrępowany Waldemar Chrostowski.
Po kilku kilometrach kierowca ks. Jerzego rozluźnił kajdanki i wyskoczył z jadącego samochodu.
Fiat 125 P na chwilę zwolnił i odjechał z ciałem ks. Jerzego.
30 października koło Włocławka w rzece znaleziono ciało Księdza.
Sekcja zwłok wykazała ślady torturowania do tego stopnia , że zmasakrowane ciało trudno było zidentyfikować.
Zakład Medycyny Sądowej w Białym stoku wykonał zdjęcia uzębienia zamordowanego – była to jedyna metoda , by ustalić tożsamość.
Zabójstwo ks. Jerzego wywołało oburzenie społeczeństwa.
Pogrzeb zaś zgromadził tysiące ludzi , manifestujących sprzeciw wobec ówczesnej sytuacji politycznej w Polsce.
Na podstawie tych wydarzeń powstał w 1088 roku film Agnieszki Holand Zabić księcia.
W 1997 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. Jerzego.
Ostatnie słowa do narodu zostały wypowiedziane
na kilka godzin przed śmiercią , dnia 19 października 1984 roku , w
kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy.
Ks. Popiełuszko , wracając z tej Mszy , został uprowadzony.
„AGONIA W OGRÓJCU „
Ojciec Święty , Jan Paweł II , 23 czerwca 1982 roku , zwrócił się do Pani Jasnogórskiej w następujących słowach modlitwy:”
Dziękuję Ci , o Matko , za wszystkich , którzy pozostali wierni swemu sumieniu , którzy sami walczą ze słabością i umacniają innych.
Dziękuję Ci , Matko , za wszystkich , którzy nie dają się zwyciężyć złu , ale zło zwyciężają dobrem”.
Tylko
ten może zwyciężyć zło , kto sam jest bogaty w dobro , kto dba o rozwój
i ubogacenie siebie tymi wartościami , które stanowią o ludzkiej
godności dziecka Bożego. Pomnażać dobro i zwyciężać zło , to dbać o
godność dziecka Bożego , o swoją godność ludzką.
Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno!
Trzeba
dzisiaj bardzo dużo mówić o godności człowieka , aby zrozumieć , że
człowiek przerasta wszystko , co może istnieć na świecie , prócz Boga.
Przerasta mądrość całego świata.
Zachować
godność , by móc powiększać dobro i zwyciężać zło , to pozostać
wewnętrznie wolnym , nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia,
pozostać sobą w każdej sytuacji życiowej.
Jako synowie Boga nie możemy być niewolnikami.
Nasze synostwo Boże niesie w sobie dziedzictwo wolności.
Wolność dana jest człowiekowi jako wymiar jego wielkości.
Prawdziwa wolność jest pierwszą cechą człowieczeństwa.
Ona
została ofiarowana przez Boga nie tylko nam , ale i naszym braciom ,
stad obowiązek upominania się o nią tam , gdzie jest ona niesłusznie
ograniczana.
Ale wolność to nie tylko dar Boga , to również i zadanie dla nas na całe życie.
Prośmy Chrystusa Pana , byśmy zachowali godność dziecka Bożego na każdy dzień.
Módlmy się , abyśmy byli wolni od lęku , zastraszania , a przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy.
Do Polaków podczas audiencji generalnej
W
ubiegły poniedziałek warszawska Kuria Metropolitalna opublikowała
komunikat , w którym informuje , że w dniu 19 bm.
Ksiądz Jerzy
Popiełuszko , kapłan archidiecezji warszawskiej , wracający z posługi
duszpasterskiej w Bydgoszczy , został zatrzymany na drodze pod Toruniem.
Kapłan ten dotychczas nie powrócił do parafii i nic nie wiadomo o jego losie.
Wydarzenie
to wstrząsnęło opinią publiczną całej Polski – czytamy w komunikacie –
oraz zaniepokoiło szczególnie i napełniło bólem biskupów , duchowieństwo
i wszystkich wiernych archidiecezji warszawskiej. Wyrażając swoje
głębokie ubolewanie , Kuria Metropolitalna warszawska poleca modlitwom –
zwłaszcza różańcowym – całego Ludu Bożego sprawę księdza Popiełuszki.
Przejęty do głębi tym wydarzeniem , wyrażam swoją solidarność z Pasterzami i Ludem Bożym Kościoła warszawskiego.
Podzielam
słuszny niepokój całego społeczeństwa wobec nieludzkiego czynu , który
jest wyrazem przemocy dokonanej na kapłanie oraz pogwałceniem ,
oczywiście , godności i niezbywalnych praw osoby ludzkiej.
Apeluję do sumień tych , którzy dopuścili się tego haniebnego czynu i ponoszą zań odpowiedzialność.
Was , Bracia
i Siostry , proszę , abyście złączyli się ze mną w modlitwie o rychłe
uwolnienie księdza Popiełuszki i jego powrót do pracy duszpasterskiej.
Proszę
wszystkich obecnych tutaj pielgrzymów , ażeby przekazali swoim bliskim w
rodzinach , parafiach , diecezjach , całej Ojczyźnie moje pozdrowienie i
błogosławieństwo z dzisiejszej audiencji generalnej.
Watykan , 24 października 1984 r. Jan Paweł II
Po tych słowach Ojciec Święty odmówił Pod Twoją obronę.
„Ostatnie wakacje”
W
sierpniu 1984 roku znalazłem się nad Bałtykiem, w małej miejscowości
niedaleko Karwi. Przeżywałem wówczas bardzo poważny kryzys życiowy.
Pewnego dnia do moich przyjaciół , którzy wynajmowali tam Dom letniskowy
, przyjechał ksiądz Jerzy Popiełuszko.
Choć znaliśmy się już wcześniej , to wakacyjne spotkanie pozwoliło mi lepiej go poznać. A także Pana Boga.
Wokół księdza Jerzego już od dłuższego czasu panowała atmosfera zagrożenia stwarzana przez Służbę Bezpieczeństwa.
Funkcjonariusze
nie zrezygnowali z żadnej okazji , również wakacyjnej. Sam Ksiądz mówił
, że w pewnej odległości od domku , w którym mieszkał , dniem i nocą
kryli się wywiadowcy.
Można
ich było dostrzec , także w ciemności , bo nie wahali się używać
latarek. Cel był jasny – zastraszyć Księdza , zmusić do rezygnacji i
zaniechania działań, które były nie do zaakceptowania przez
komunistyczna władzę.
Ksiądz
Jerzy nie rezygnował , ale nie oznacza to , iż nie miał ludzkich odczuć
i reakcji. Ogarniało go zdenerwowanie , lęk , przygnębienie ,
powodowane nie tylko przez akcje przeciwników zewnętrznych , ale i przez
tak zwane dobre rady , płynące z bliższych środowisk.
Często
wyobrażamy sobie świętych ludzi bez skazy , załamań i grzechów. Ale cóż
to byłaby za świętość , która opierałaby się na cnotach ludzkich?
Bóg nie byłby wówczas do niczego potrzebny.
Na
czym miałoby polegać wytrwanie , jeśli przychodziłoby bez trudu, obaw ,
bez słabości? I św. Paweł nie był od nich wolny , o czym świadczą Listy , gdyż „moc w słabości się doskonali”.
Gdy człowiek idzie z Bogiem ku Ziemi Obiecanej, „ rośnie w drodze jego siła „. Ludzka słabość była widoczna na twarzy księdza Jerzego , także w rozmowach, jakie prowadziliśmy.
Był szczery , słabości nie ukrywał , chociaż też jej nadmiernie nie manifestował.
Wątpię , bym umiał dodać mu otuchy , sam byłem w sytuacji nieskłaniającej do optymizmu ani nadziei.
Pewnego dnia poprosiłem go o spowiedź. Poszliśmy do lasu.
I tam podczas spaceru lub siedząc na pniu drzewa , wyznawałem swój grzech , jak bardzo szczerze – nie wiem.
Czułem się nieszczęśliwy , bez kierunku w życiu , choć może sobie z tego nie zdawałem wprost sprawy.
A
jednak tym co zapamiętałem z tej spowiedzi , nie byłem ja sam z moimi
problemami , lecz niespodziewana zmiana , jaka zaszła w Księdzu.
Jego twarz wypogodziła się , zniknęły lęk i napięcie.
Bóg sam wszedł w posługę sakramentalną , by okazać się mocniejszym od ziemskiego niebezpieczeństwa i smutku.
Pokój , którym Pan napełnił swego sługę , udzielił się mnie.
Wracaliśmy , podskakując , jak obiecuje psalm :
„ Pagórki skakać będą jak baranki”.
Nigdy
nie przypuszczałem , że groźby , do jakich posuwała się tajna policja
wobec księdza Jerzego , mogą się zrealizować i to w takiej formie.
Należałem , niestety , do tych ludzi bez wyobraźni i świadomości , dla
których śmierć staje się rzeczywistością dopiero wówczas , gdy
faktycznie przychodzi.
On wyraźnie zdawał sobie sprawę z faktu , że zagrożenie śmiercią jest bardzo konkretne. Czy bał się jej?
Czy w ogóle jest ktokolwiek , kto naprawdę się jej nie boi?
Święty
to taki człowiek , który jest świadomy wszystkich swoich słabości ,
grzechów , ograniczeń i …. Zdaje się w nich na Pana , bo wie , że On ze
śmierci wyprowadza życie.
Porwanie
i śmierć Księdza oraz jej okoliczności były dla mnie szokiem. Tym
jednak , co okazało się od szoku silniejsze , jest owo sierpniowe
doświadczenie interwencji Boga.
W odmienionym obliczu Księdza Bóg pokazał , że jest mocniejszy od strachu i śmierci.
Dlatego nieżyjąca już żona naszego przyjaciela nieraz po jego śmierci mówiła: „ słuchaj , prosiłam wczoraj Jurka , by mi pomógł.
A była to sytuacja bez wyjścia. I mnie nie zawiódł.
Jan Grossfeld
„ Wcześniej czy później zginę”
[…]
Był lojalny wobec swoich podopiecznych. Pamiętam , że byłam kiedyś na
„jego” niedzielnej Mszy o dziesiątej rano. W czasie kazania oznajmił ,
że zgłosił się do niego robotnik z Huty Warszawa , który zwierzył mu się
, że przymuszony zgodził się na współpracę z UB.
Jurek
przeczytał jego oświadczenie:” Pragnę Księdza poinformować , że czując
się poniżony w stosunku do swojej godności ludzkiej wymuszenie na mnie
napisania oświadczenia , żadnej współpracy prowadzić nie zamierzam.
Proszę Księdza o rozpowszechnienie mojego listu , Łaskawiec Wiesław , pracownik działu Huta Warszawa”.
Pode
mną ugięły się nogi. Myślałam: „ Chryste Panie , tu jest mnóstwo ubecji
, tego człowieka nie ruszą , bo już podał swoje imię i nazwisko , więc
jest jakoś chroniony(skądinąd odwaga i uczciwość tego robotnika –
niebywała!) , ale Jurek podpisał na siebie wyrok śmierci”
Po
Mszy podbiegłam do niego , wołając :” Jurek , cos ty zrobił” .
Odpowiedział: „Nie mogłem inaczej , nie mogłem zawieść zaufania tego
człowieka”.
Czy
się bał? Po ludzku się bał. Rozmawialiśmy kiedyś o tym , że nie
powinien wracać od nas sam – niby to tylko dwa przystanki , ale trzeba
iść ulicą Krasińskiego: czy się nie boi , że ktoś wyjdzie z zaułka , da
mu w głowę? ( To było już po tym , jak wrzucili mu do mieszkania cegłę z
ładunkiem wybuchowym).
Zabrzmi to patetycznie , ale tego nie zapomnę :
” Aniu , wcześniej czy później ja zginę”.
Odpowiedziałam :” To lepiej później niż wcześniej”.
„To
już w rekach Pana. Zresztą cóż jest wspanialszego dla Księdza niż
zginąć za Boga i Ojczyznę?” – wszystko takim normalnym , naturalnym
głosem. Odprowadziliśmy go wtedy , a on powtarzał , że nie może tak żyć ,
ciągle otoczony kokonem.
Ludzie mnie pytają , po której stronie byłby dzisiaj ksiądz Jerzy.
Samo pytanie jest porażające, bo już zakłada dzielenie.
Opowiadam wtedy , jak go pamiętam i proponuję , sami osądźcie , do kogo byłoby mu bliżej. Nie chcę go szufladkować.
Myślę , że byłby dziś głęboko nieszczęśliwy.
Miał
taką idealistyczną wizję „Solidarności” , próbował godzić zwaśnione
nurty opozycji – myślę , że patrząc na tę obecną nienawiść , czułby się
źle. Przecież gdy mówił „ zło dobrem zwyciężaj” , to nie byłby to frazes.
W pierwszą wigilię stanu wojennego przyszli do nas z parafii św. Stanisława Kostki , że wszędzie szukają księdza Jerzego.
Co
się okazało : Jurek wziął opłatki i jeździł po Warszawie , dzielić się z
żołnierzami , którzy klękali na śniegu , spowiadali się , płakali ,
całowali po rękach , że ich nie potępia , tylko przychodzi z dobrym
słowem….
Jurek nie był intelektualistą , a skupiał wokół siebie paletę ludzi wybitnych , patrzących w niego jak w obraz.
Myślę , że przyciągała ich normalność , jego człowieczeństwo i jego – dla nich – niepojęta odwaga.
Anna Szaniawska
„Popiełuszko nieznany”
[..]
Nawet na bezpośrednich prześladowców patrzył jak na ludzi
nieszczęśliwych , zmuszonych do wykonywania swoich podłych obowiązków.
Co do przesłuchującej go pani prokurator ,
ta po prostu „Solidarności” i jej zwolenników nienawidziła.
Zetknąłem
się z nią wcześniej , uprzedzałem Jurka , że to wręcz odrażająca
osobowość. Wrócił z przesłuchania – z miną pełną szczerego współczucia ;
uznał , że ona musi być bardzo nieszczęśliwa …. Tu dodam , że w
polemice przed paru laty , przytaczając jego słowa , nie powtórzyłem
określenia :
„ Toż to istna gaśnica pożądliwości”[…].
Kiedy
nasiliły się prześladowania wobec Jurka , spytał mnie wprost , czy
spróbują go zabić. Powiedziałem , że partia od lat pilnuje się , by pod żadnym
pozorem nie dać Kościołowi męczennika , tak wiec trzeba się raczej
liczyć z dalszymi rozmaitymi szykanami i świństwami ; trzeba tylko
uważać na drogach , próby sprokurowania „wypadku” wykluczyć nie można.
Jurek
, niestety , był człowiekiem odważnym; kiedy sam już nie prowadził ,
jeździł z Waldkiem Chrostowskim, sprawnym jak komandos(co los
potwierdził); zdawało mu się widać , że przy zachowaniu zdrowego
rozsądku nie powinno zdarzyć się nic groźnego.
Jednak niebezpieczeństwo wzrastało , więc zaproponowano mu – w sposób trudny do odrzucenia – by wyjechał na studia do Rzymu.
Podobno grupa jego przyjaciół w leku o jego los prosiła o to osoby ze szczytów hierarchii naszego Kościoła.
Jurek zapytał wtedy mnie i Romę , moja zonę , czy ma jechać.
Oboje , i to każde z osobna , odpowiedzieliśmy , że to wyglądałoby , jakby się bezpiece udało go przestraszyć.
Pokiwał głowa: „ Już powiedziałem , że nie mogę jechać; chciałem tylko wiedzieć , co ty o tym myślisz jako człowiek rozsądny….
To jasne , że nie mogę”.
To nie przypadek , że ofiarą zamachu padł on , a nie inny młody duchowny , pełen furii agitator polityczny.
Naprawdę ważny był on.
Bo zawsze jakoś tak się dzieje , że kiedy brak ważnych słów od wielkich tego świata , pojawia się jakaś Joanna d`Arc i mówi to , co trzeba.
A Jurek był pewny , że jego Papież mówiłby to samo. Co najwyżej – lepiej.
Stefan Bratkowski
Matce ks. Jerzego Popiełuszki
Idziesz długim korytarzem godzin
Już na zawsze ciężarna wspomnieniem
Zadziwiona krzyżem
Zbudowanym przez człowieka
Który nie uwierzył w Miłość
Codziennie swą ufność wynosisz
Na próg
I przeliczasz kolejne paciorki czekania
Jakbyś wierzyła że On wróci
Kiedy będzie mógł i znów dotknie twej głowy słońcem pocałunku
Lecz dni rozchodzą się jak wiotkie cienie
I nie chce wrócić żadna z niegdysiejszych dróg
Choć dobrze pamiętają szelest jego kroków
Uciekają wszystkie ubrane w milczenie
Spoglądam w oczy wypełnione bólem jakbym chciał
W nich zobaczyć groźny zwiastun burzy
Nie znajduję niczego prócz ciszy błękitu
Słyszę jak morderców
Rozgrzeszasz spojrzeniem
Wacław Buryła
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz