czwartek, 1 lutego 2018

Jerzy Popiełuszko

 Nie mogłem inaczej
 
(1947 – 1984) – duchowny , kapelan niezależnego Samorządnego związku zawodowego „Solidarność”.
Przyjął święcenia kapłańskie z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego.
Od sierpnia 1980 roku związał się z ruchem „Solidarność” , popierał środowiska robotnicze.
W czasie stanu wojennego organizował  Msze Święte za Ojczyznę.
Wyrażał sprzeciw wobec represjom systemu komunistycznego , podejmował w swych kazaniach problemy moralne , wzywał do poszanowania wolności ludzkiej , dlatego też zyskał  ogromne  poparcie ludu , jak i naraził się władzom PRL-u.
 Z powodu ciągłej inwigilacji Służb Bezpieczeństwa , a nawet rosnącego zagrożenia życia (rzucanie kamieni w okno , uszkodzenie samochodu, upozorowanie wypadku pod Gdańskiem) ks. Jerzego , prymas Józef Glemp zaproponował mu wyjazd do Rzymu , z którego ks. Popiełuszko nie skorzystał.
19 października 1984 roku , wracając ze Mszy na trasie Bydgoszcz – Warszawa , ks. Jerzy Popiełuszko został uprowadzony wraz ze swoim kierowcą Waldemarem Chrostowskim.
Kierowca , po tym jak ks. Jerzy wysiadł z samochodu , usłyszał słowa : „ panowie , dlaczego mnie tak traktujecie?” .
 Potem nastąpiło głuche uderzenie – relacjonował Chrostowski – jakby ktoś uderzył pałką w nabity worek maki.
Po czym świadek dodał : „ Zorientowałem się , że stała się rzecz okropna , że ks. Popiełuszko został ogłuszony albo zabity”.
Słychać było , że ks. Jerzy został wrzucony do bagażnika.
Samochód gwałtownie odjechał.  Był w nim również kajdankami skrępowany Waldemar Chrostowski.
Po kilku kilometrach kierowca  ks. Jerzego rozluźnił kajdanki i wyskoczył z jadącego samochodu.
 Fiat 125 P na chwilę zwolnił i odjechał z ciałem ks. Jerzego.

30 października koło Włocławka w rzece znaleziono ciało Księdza.
Sekcja zwłok wykazała ślady torturowania do tego stopnia , że zmasakrowane ciało trudno było zidentyfikować.
Zakład Medycyny Sądowej w Białym stoku wykonał zdjęcia uzębienia zamordowanego – była to jedyna metoda , by ustalić tożsamość.

Zabójstwo ks. Jerzego wywołało oburzenie społeczeństwa.
Pogrzeb zaś zgromadził tysiące ludzi , manifestujących sprzeciw wobec ówczesnej sytuacji politycznej w Polsce.
Na podstawie tych wydarzeń powstał w 1088 roku film Agnieszki Holand Zabić księcia.
W 1997 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. Jerzego.

Ostatnie słowa do narodu zostały  wypowiedziane na kilka godzin przed śmiercią , dnia 19 października 1984 roku , w kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy.
Ks. Popiełuszko , wracając z tej Mszy , został uprowadzony.

„AGONIA   W   OGRÓJCU „

Ojciec Święty , Jan Paweł II , 23 czerwca 1982 roku , zwrócił się do Pani Jasnogórskiej w następujących słowach modlitwy:”
Dziękuję Ci , o Matko , za wszystkich , którzy  pozostali wierni swemu sumieniu , którzy sami walczą ze słabością i umacniają innych.
Dziękuję Ci , Matko , za wszystkich , którzy nie dają się zwyciężyć złu , ale zło zwyciężają dobrem”.

Tylko ten może zwyciężyć zło , kto sam jest bogaty w dobro , kto dba o rozwój i ubogacenie siebie tymi wartościami , które stanowią o ludzkiej godności dziecka Bożego. Pomnażać dobro i zwyciężać zło , to dbać o godność dziecka Bożego , o swoją godność ludzką.

Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno!
Trzeba dzisiaj bardzo dużo mówić o godności człowieka , aby zrozumieć , że człowiek przerasta wszystko , co może istnieć na świecie , prócz Boga. Przerasta mądrość całego świata.

Zachować godność , by móc powiększać dobro i zwyciężać zło , to pozostać wewnętrznie wolnym , nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, pozostać sobą w każdej sytuacji życiowej.
Jako synowie Boga nie możemy być niewolnikami.
 Nasze synostwo Boże niesie w sobie dziedzictwo wolności.
Wolność dana jest człowiekowi jako wymiar jego wielkości.
Prawdziwa wolność jest pierwszą cechą człowieczeństwa.
Ona została ofiarowana przez Boga nie tylko nam , ale i naszym braciom , stad obowiązek upominania się o nią tam , gdzie jest ona niesłusznie ograniczana.
Ale wolność to nie tylko dar Boga , to również i zadanie dla nas na całe życie.

Prośmy Chrystusa Pana , byśmy zachowali godność dziecka Bożego na każdy dzień.

Módlmy się , abyśmy byli wolni od lęku , zastraszania , a przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy.

Do Polaków podczas audiencji generalnej

W ubiegły poniedziałek warszawska Kuria Metropolitalna opublikowała 
komunikat , w którym informuje , że w dniu 19 bm. 
Ksiądz Jerzy Popiełuszko , kapłan archidiecezji warszawskiej , wracający z posługi duszpasterskiej w Bydgoszczy , został zatrzymany na drodze pod Toruniem. 
Kapłan ten dotychczas nie powrócił do parafii i nic  nie wiadomo o jego losie.

Wydarzenie to wstrząsnęło opinią publiczną całej Polski – czytamy w komunikacie – oraz zaniepokoiło szczególnie i napełniło bólem biskupów , duchowieństwo i wszystkich wiernych archidiecezji warszawskiej. Wyrażając swoje głębokie ubolewanie , Kuria Metropolitalna warszawska poleca modlitwom – zwłaszcza różańcowym – całego Ludu Bożego sprawę księdza Popiełuszki.

Przejęty do głębi tym wydarzeniem , wyrażam swoją solidarność z Pasterzami i Ludem Bożym Kościoła warszawskiego.
 Podzielam słuszny niepokój całego społeczeństwa wobec nieludzkiego czynu , który jest wyrazem przemocy dokonanej na kapłanie oraz pogwałceniem , oczywiście , godności i niezbywalnych praw osoby ludzkiej.

Apeluję do sumień tych , którzy dopuścili się tego haniebnego czynu i ponoszą zań odpowiedzialność.

Was ,  Bracia i Siostry , proszę , abyście złączyli się ze mną w modlitwie o rychłe uwolnienie księdza Popiełuszki i jego powrót do pracy duszpasterskiej.

Proszę wszystkich obecnych tutaj pielgrzymów , ażeby przekazali swoim bliskim w rodzinach , parafiach , diecezjach , całej Ojczyźnie moje pozdrowienie i błogosławieństwo z dzisiejszej audiencji generalnej.

Watykan , 24 października 1984 r.                    Jan Paweł II

Po tych słowach Ojciec  Święty odmówił   Pod Twoją obronę.

„Ostatnie  wakacje”

W sierpniu 1984 roku znalazłem się nad Bałtykiem, w małej miejscowości niedaleko Karwi. Przeżywałem wówczas bardzo poważny kryzys życiowy. Pewnego dnia do moich przyjaciół , którzy wynajmowali tam Dom letniskowy , przyjechał ksiądz Jerzy Popiełuszko.
Choć znaliśmy się już wcześniej , to wakacyjne spotkanie pozwoliło mi lepiej go poznać. A także Pana Boga.

Wokół księdza Jerzego już od dłuższego czasu panowała atmosfera zagrożenia stwarzana przez Służbę Bezpieczeństwa.
Funkcjonariusze nie zrezygnowali z żadnej okazji , również wakacyjnej. Sam Ksiądz mówił , że w pewnej odległości od domku , w którym mieszkał , dniem i nocą kryli się wywiadowcy.
Można ich było dostrzec , także w ciemności , bo nie wahali się używać latarek. Cel był jasny – zastraszyć Księdza , zmusić do rezygnacji i zaniechania działań, które były nie do zaakceptowania przez komunistyczna władzę.

Ksiądz Jerzy nie rezygnował , ale nie oznacza to , iż nie miał ludzkich odczuć i reakcji. Ogarniało go zdenerwowanie , lęk , przygnębienie , powodowane nie tylko przez akcje przeciwników zewnętrznych , ale i przez tak zwane dobre rady , płynące z bliższych środowisk.

Często wyobrażamy sobie świętych ludzi bez skazy , załamań i grzechów. Ale cóż to byłaby za świętość , która opierałaby się na cnotach ludzkich?
Bóg nie byłby wówczas do niczego potrzebny.
 Na czym miałoby polegać wytrwanie , jeśli przychodziłoby bez trudu, obaw , bez słabości? I św. Paweł nie był od nich wolny , o czym świadczą  Listy , gdyż „moc w słabości się doskonali”.
Gdy człowiek idzie z Bogiem ku Ziemi Obiecanej, „ rośnie w drodze jego siła „. Ludzka słabość była widoczna na twarzy  księdza Jerzego , także w rozmowach, jakie prowadziliśmy.
Był szczery , słabości nie ukrywał , chociaż też jej nadmiernie nie manifestował.
Wątpię , bym umiał dodać mu otuchy , sam byłem w sytuacji nieskłaniającej do optymizmu ani nadziei.

Pewnego dnia poprosiłem go o spowiedź. Poszliśmy do lasu.
I tam podczas spaceru lub siedząc na pniu drzewa , wyznawałem swój grzech , jak bardzo szczerze – nie wiem.
Czułem się nieszczęśliwy , bez kierunku w życiu , choć może sobie z tego nie zdawałem wprost sprawy.
A jednak tym co zapamiętałem z tej spowiedzi , nie byłem ja sam z moimi problemami , lecz niespodziewana zmiana , jaka zaszła w Księdzu.
Jego twarz wypogodziła się , zniknęły lęk i napięcie.
Bóg sam wszedł w posługę sakramentalną , by okazać się mocniejszym od ziemskiego niebezpieczeństwa i smutku.
Pokój , którym Pan napełnił swego sługę , udzielił się mnie.
Wracaliśmy , podskakując , jak obiecuje psalm :
 „ Pagórki skakać będą jak baranki”.

Nigdy nie przypuszczałem , że groźby , do jakich posuwała się tajna policja wobec księdza Jerzego , mogą się zrealizować i to w takiej formie. Należałem , niestety , do tych ludzi bez wyobraźni i świadomości , dla których śmierć staje się rzeczywistością dopiero wówczas , gdy faktycznie przychodzi.
On wyraźnie zdawał sobie sprawę z faktu , że zagrożenie śmiercią jest bardzo konkretne. Czy bał się jej?
 Czy w ogóle jest ktokolwiek , kto naprawdę się jej nie boi?
Święty to taki człowiek , który jest świadomy wszystkich swoich słabości , grzechów , ograniczeń i …. Zdaje się w nich na Pana , bo wie , że On ze śmierci wyprowadza życie.
 Porwanie i śmierć Księdza oraz jej okoliczności były dla mnie szokiem. Tym jednak , co okazało się od szoku silniejsze , jest owo sierpniowe doświadczenie interwencji Boga.
W odmienionym obliczu Księdza Bóg pokazał , że jest mocniejszy od strachu i śmierci.
 Dlatego nieżyjąca już żona naszego przyjaciela nieraz po jego śmierci mówiła: „ słuchaj , prosiłam wczoraj Jurka , by mi pomógł.
 A była to sytuacja bez wyjścia. I mnie nie zawiódł.
    
                                                             Jan Grossfeld

„ Wcześniej czy później zginę”

[…] Był lojalny wobec swoich podopiecznych. Pamiętam , że byłam kiedyś na „jego” niedzielnej Mszy o dziesiątej rano. W czasie kazania oznajmił , że zgłosił się do niego robotnik z Huty Warszawa , który zwierzył mu się , że przymuszony zgodził się na współpracę z UB.
Jurek przeczytał jego oświadczenie:” Pragnę Księdza poinformować , że czując się poniżony w stosunku do swojej godności ludzkiej wymuszenie na mnie napisania oświadczenia , żadnej współpracy prowadzić nie zamierzam.
Proszę Księdza o rozpowszechnienie mojego listu , Łaskawiec Wiesław , pracownik działu Huta Warszawa”.

Pode mną ugięły się nogi. Myślałam: „ Chryste Panie , tu jest mnóstwo ubecji , tego człowieka nie ruszą , bo już podał swoje imię i nazwisko , więc jest jakoś chroniony(skądinąd odwaga i uczciwość tego robotnika – niebywała!) , ale Jurek podpisał na siebie wyrok śmierci”
Po Mszy podbiegłam do niego , wołając :” Jurek , cos ty zrobił” . Odpowiedział: „Nie mogłem inaczej , nie mogłem zawieść zaufania tego człowieka”.

Czy się bał? Po ludzku się bał. Rozmawialiśmy kiedyś o tym , że nie powinien wracać od nas sam – niby to tylko dwa przystanki , ale trzeba iść ulicą Krasińskiego: czy się nie boi , że ktoś wyjdzie z zaułka , da mu w głowę? ( To było już po tym , jak wrzucili mu do mieszkania cegłę z ładunkiem wybuchowym).
 Zabrzmi to patetycznie , ale tego nie zapomnę :
” Aniu , wcześniej czy później ja zginę”.
 Odpowiedziałam :” To lepiej później niż wcześniej”.
„To już w rekach Pana. Zresztą cóż jest wspanialszego dla Księdza niż zginąć za Boga i Ojczyznę?” – wszystko takim normalnym , naturalnym głosem. Odprowadziliśmy go wtedy , a on powtarzał , że nie może tak żyć , ciągle otoczony kokonem.

Ludzie mnie pytają , po której stronie byłby dzisiaj ksiądz Jerzy.
 Samo pytanie jest porażające, bo już zakłada dzielenie.
Opowiadam wtedy , jak  go pamiętam i proponuję , sami osądźcie , do kogo byłoby mu bliżej. Nie chcę go szufladkować.
Myślę , że byłby dziś głęboko nieszczęśliwy.
Miał taką idealistyczną wizję „Solidarności” , próbował godzić zwaśnione nurty opozycji – myślę , że patrząc na tę obecną nienawiść , czułby się źle.  Przecież gdy mówił  „ zło dobrem zwyciężaj” , to nie byłby to frazes.
 W pierwszą wigilię  stanu wojennego przyszli do nas z parafii św. Stanisława Kostki  , że wszędzie szukają księdza Jerzego.
 Co się okazało : Jurek wziął opłatki i jeździł po Warszawie , dzielić się z żołnierzami , którzy klękali na śniegu , spowiadali się , płakali , całowali po rękach , że ich nie potępia , tylko przychodzi z dobrym słowem….
Jurek nie był intelektualistą , a skupiał wokół siebie paletę ludzi wybitnych , patrzących w niego jak w obraz.
 Myślę , że przyciągała ich normalność , jego człowieczeństwo i jego – dla nich – niepojęta odwaga. 
                                                Anna Szaniawska

„Popiełuszko nieznany”

[..] Nawet na bezpośrednich prześladowców patrzył jak na ludzi nieszczęśliwych , zmuszonych do wykonywania swoich podłych obowiązków. Co do przesłuchującej go pani prokurator ,
 ta po prostu „Solidarności” i jej  zwolenników nienawidziła.
 Zetknąłem się z nią wcześniej , uprzedzałem Jurka , że to wręcz odrażająca osobowość. Wrócił z przesłuchania – z miną pełną szczerego współczucia ; uznał , że ona musi być bardzo nieszczęśliwa …. Tu dodam , że w polemice przed paru laty , przytaczając jego słowa , nie powtórzyłem określenia :
„ Toż to istna gaśnica pożądliwości”[…].

Kiedy nasiliły się prześladowania wobec Jurka , spytał mnie wprost , czy spróbują go zabić. Powiedziałem , że partia od lat pilnuje się , by pod  żadnym pozorem nie dać Kościołowi męczennika , tak wiec trzeba się raczej liczyć z dalszymi rozmaitymi szykanami i świństwami ; trzeba tylko uważać na drogach , próby sprokurowania  „wypadku” wykluczyć nie można.
Jurek , niestety , był człowiekiem odważnym; kiedy sam już nie prowadził , jeździł z Waldkiem Chrostowskim, sprawnym jak komandos(co los potwierdził); zdawało mu się widać , że przy zachowaniu zdrowego rozsądku  nie powinno zdarzyć się nic groźnego.
Jednak niebezpieczeństwo wzrastało , więc zaproponowano mu – w sposób trudny do odrzucenia – by wyjechał na studia do Rzymu.
Podobno grupa jego przyjaciół w leku o jego los prosiła o to osoby ze szczytów hierarchii naszego Kościoła.
 Jurek zapytał wtedy mnie i Romę , moja zonę , czy ma jechać.
Oboje , i to każde z osobna , odpowiedzieliśmy , że to wyglądałoby , jakby się bezpiece udało go przestraszyć.
 Pokiwał głowa: „ Już powiedziałem , że nie mogę jechać; chciałem tylko wiedzieć , co ty o tym myślisz jako człowiek rozsądny….
To jasne , że nie mogę”.


To nie przypadek , że ofiarą zamachu padł on , a  nie  inny młody duchowny , pełen furii agitator polityczny.
Naprawdę ważny był on.
 Bo zawsze jakoś tak się dzieje , że kiedy brak ważnych słów od wielkich tego świata  , pojawia się jakaś Joanna d`Arc i mówi to , co trzeba.
 A Jurek był pewny , że jego Papież mówiłby to samo. Co najwyżej – lepiej.  
           
                                                Stefan Bratkowski


Matce ks. Jerzego Popiełuszki

Idziesz długim korytarzem godzin
Już na zawsze ciężarna wspomnieniem
Zadziwiona krzyżem
Zbudowanym przez człowieka
Który nie uwierzył w Miłość
Codziennie swą ufność wynosisz
Na próg
I przeliczasz kolejne paciorki czekania
Jakbyś wierzyła że On wróci
Kiedy będzie mógł i znów dotknie twej głowy słońcem pocałunku
Lecz dni rozchodzą się jak wiotkie cienie
I nie chce wrócić żadna  z niegdysiejszych dróg
Choć dobrze pamiętają szelest jego kroków
Uciekają wszystkie ubrane w milczenie

Spoglądam w oczy wypełnione bólem jakbym chciał
W nich zobaczyć groźny zwiastun burzy

Nie znajduję niczego prócz ciszy błękitu
Słyszę jak morderców
Rozgrzeszasz spojrzeniem

Wacław Buryła

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz