czwartek, 1 lutego 2018

Gianna Beretta Molla

Najpierw ratujemy dziecko
 
(1922 – 1962) – z pochodzenia Włoszka , studiowała medycynę na uniwersytecie w Pawii, a w 1952 roku uzyskała tytuł lekarza w dziedzinie pediatrii i ginekologii w Mediolanie.
Posiadała własna klinikę.

Rozważała możliwość wyjazdu do Brazylii jako świecka misjonarka. Jednak odkryła inną drogę życiową – wyszła za mąż za Piera Mollę.
Była matka trojga dzieci: Pierluigiego , Marioliny  i Laury.


W 1961 roku oczekiwała czwartego dziecka , wtedy okazało się , że życiu obojga zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo.
By ratować życie , lekarze zalecali aborcję.
Gianna została postawiona przed wyborem ocalenia własnego życia lub dziecka.
Wybrała życie dziecka:
„Półtora miesiąca przed urodzeniem naszego dziecka wydarzyła się rzecz , która mnie poruszyła – wspomina Pier. – Miałem wyjść do fabryki i już włożyłem płaszcz. Gianna – wydaje mi się , że ja widzę – była oparta o mebel w przedpokoju.
Przybliżyła się do mnie.  Nie powiedziała mi: usiądźmy , zatrzymaj się na chwilę ,porozmawiajmy. Nic. 
Podeszła do mnie blisko , jak zwykle czyni się , gdy chce się powiedzieć o sprawach trudnych , dużej wagi , ale nad którymi dobrze się zastanowiło i do których nie chce się powracać.
„Pier – powiedziała do mnie – proszę cię … jeśli trzeba będzie wybierać między mną a dzieckiem , wybierz dziecko, nie mnie. Proszę cię o to”.
 Gianna , będąc lekarzem , tym bardziej była świadoma swojej decyzji.

Kilka miesięcy przed porodem Gianna przeszła operację , po której udało się jej wrócić do obowiązków: przyjmowała pacjentów , zajmowała się „skarbami” , jak nazywała swoje dzieci. Gianna miała nadzieję , że wszystko będzie jak dawniej. Półtora miesiąca przed porodem poprosiła męża , żeby przywiózł jej z Paryża najnowsze żurnale mody.
 Planowała sobie po porodzie uszyć sobie sukienkę.
Oczekiwanie na czas rozwiązania nie było jednak bezbolesne.
„ Pier – mówiła do męża- otaczaj mnie jeszcze większą miłością , bo te miesiące są dla mnie straszne”.
Gianna bała się , że może osierocić czworo małych dzieci.

W Wielką Sobotę 1962 roku przyszła na świat córka Gianny Beretty – Gianna Emanuela , czyli „Bóg z nami”.
 Przytuliła je leciutko , bez jednego słowa.
 Pocałowała – wspomina Pier. Spojrzała na nią najczulej jak potrafiła , wzrokiem , który zdradzał ból , że nie będzie miała możliwości wykarmienia jej i wychowania oraz , że już nigdy więcej jej nie zobaczy.
Agonia Gianny trwała 8 dni.
 Mimo , że bardzo cierpiała – nie przyjmowała bowiem środków narkotycznych , by zachować świadomość – umierała godnie.

Życie Gianny Molli jest odpowiedzią na dylematy kobiet zastanawiających się nad dokonaniem aborcji.
Obala jednocześnie mit , że świętość jest czymś nadzwyczajnym , nieosiągalnym w naszym codziennym życiu.
Gianna udowadnia , że wybór właściwych decyzji prowadzi do Doskonałości.

W 1994 roku , Roku Rodziny , Jan Paweł II beatyfikował Giannę Berettę Mollę.
 We Mszy Świętej uczestniczyli mąż błogosławionej oraz dzieci , także ocalona córka Gianna Emanuela.
Jan Paweł II podczas swej homilii podkreślił również ,
że „ wynoszę na ołtarze Giannę.
 Kościół pragnie oddać hołd wszystkim heroicznym matkom , które bez reszty poświęcają się swoim rodzinom , które cierpią , wydając na świat dzieci , które są gotowe podjąć wszelkie trudy , aby przekazać dzieciom wszystko , co najlepsze , bo miłość niejednokrotnie staje się próba , czasem wręcz heroiczną , która wiele kosztuje macierzyńskie serce kobiety”.

Mąż Gianny , Pier , następująco wspomina ostatnie chwile:

Ciągle widzę Giannę , kiedy to rankiem w niedzielę Zmartwychwstania w 1962 roku [leży ] na oddziale położniczym w szpitalu w Monza i z taką trudnością bierze w ramiona podane dziecko. Potem je całuje.
 Patrzy na nie ze smutkiem i cierpieniem.
I to jest dla mnie znak , że ma świadomość , iż będzie je musiała osierocić. Od tego dnia bóle już nie ustawały.
 Wzywała swą matkę , aby była blisko i ażeby jej pomogła , bo już nie podoła; tak bardzo była cierpiąca.
Wydawało się , że jest to jakby powolna , dramatyczna ofiara , która towarzyszyła również Chrystusowi wiszącemu na krzyżu. Bóle nasiliły się jeszcze bardziej w poniedziałek.
Starałem się nieustannie przebywać blisko niej.
 W nocy z wtorku na środę w Oktawie Zmartwychwstania przeżyła bardzo ciężką zapaść.
 W środę rano poprosiła mnie , abym się zbliżył i wówczas powiedziała mi : „Pier , ja już tam byłam i czy ty wiesz , co widziałam?
 Pewnego dnia opowiem ci o tym.
Ale ponieważ byliśmy zbyt szczęśliwi , żyliśmy zbyt dobrze z naszymi cudownymi dziećmi , pełni zdrowia i łaski , ze wszystkimi błogosławieństwami nieba , zostałam odesłana tu ponownie , aby jeszcze pocierpieć , ponieważ nie jest słusznym stanąć przed Panem Jezusem bez wielu cierpień”.

Taka była ostatnia rozmowa Piera z żoną.
„Dla mnie to właśnie był testament radości i cierpienia , oddania i ufności Bogu” – wyznał.

Siostra Gianny , Wirginia , która czuwała przy łóżku siostry dzień i noc aż do jej śmierci , dodaje w swoim świadectwie następujące szczegóły:

Trzeciego dnia po cesarskim cięciu poczuła , że jest u kresu życia ”Nareszcie tu jesteś! Wiesz, Ginia , jak bardzo się cierpi , gdy trzeba umierać , zostawiając takie malutkie dzieci!”.
To były jej pierwsze słowa , kiedy zobaczyła mnie na progu swojego pokoiku w szpitalu w Monzie… Czując zbliżającą się zapaść , poprosiła o księdza. Była to pora , w której kapłan szpitala udzielał Komunii Świętej chorym na różnych oddziałach i nie można było szybko go znaleźć.
 Kapelan podał jej krzyż do ucałowania i udzielił odpustu zupełnego , zapewniając ją , że nieskończenie dobry Jezus wybaczył jej wszystko , każde – najmniejsze nawet przewinienie. Gianna ścisnęła w rękach krzyż , tkliwie go ucałowała i zaraz potem poczuła się fizycznie lepiej.
Chwilę później powiedziała:” Wiesz , jakiego doznałam pocieszenia , całując krzyż! Och , nie wiem , co bym zrobiła , gdyby nie Jezus , który pociesza nas w takich chwilach!”.
A potem dodała:” Wiesz , jak inaczej ocenia się rzeczy , leżąc na łóżku śmierci…. Jak nieistotne wydają się różne rzeczy , do których świat przywiązuje wielką wagę!”


Ks. Robert Nęcek , który był świadkiem kanonizacji św. Gianny wspomina:

Wybrałem się tam z pewnym małżeństwem.
 Pojechaliśmy z potrzeby naszych serc.
Chcieliśmy podziękować Bogu za dar nowej świętej.
 Osobiście wiozłem także dziękczynienie za niespodziewany dar osobistej przyjaźni z Gianną.

W tym samym dniu kanonizowane były jeszcze inne osoby.
Plac Świętego Piotra niemal pękał w szwach , a wszyscy , którzy znali świętą Giannę oraz tych pozostałych kandydatów na ołtarze , czuli się jak jedna rodzina. Było to dla mnie wyjątkowe doświadczenie powszechności Kościoła.
Najgłośniej oczywiście wiwatowali Włosi.
Momentami miałem wrażenie , że górą są Brazylijczycy.
Dlaczego oni? Bo tam chciała pojechać Gianna jako świecka misjonarka , aby pomóc swojemu bratu , który już był w Brazylii.

O czym wtedy myślałem? Przede wszystkim z ogromnym wzruszeniem patrzyłem na postać Ojca Świętego i pana inżyniera Piera Mollę.
Obydwaj słabi fizycznie , a jednocześnie tak mocni i szczęśliwi duchowo.
Po drugie , po raz pierwszy na żywo mogłem spojrzeć na te trójkę dorosłych dzieci Gianny , które niosły w darze relikwie własnej mamy.
 W środku szła Gianna Emanuela , a po bokach Pierluigi i Laura. Czułem , ze jest to ewidentny , naoczny trumf Opatrzności Bożej , której Joanna tak zaufała , odchodząc od nich , gdy byli tak jeszcze małymi , nieporadnymi dziećmi.
Opatrzność Boża zwyciężyła, zaopiekowała się , znalazła dobre serca ludzkie , którzy te dzieci pomogły Pierowi wychować.


Potem patrzyłem , jak najbliżsi Gianny dziękowali Ojcu Świętemu za kanonizację. Zastanawiałem się , co wówczas im Papież powiedział. I co mówili o Giannie?

List Gianny , córki dla której Święta oddała własne życie

Najdroższa Mamusiu.

Wprawdzie nie otrzymałam niewypowiedzianego daru poznania Ciebie w tym życiu, ale Pan Jezus w swym nieskończonym miłosierdziu i dobroci zechciał przygotować dla mnie dar jeszcze większy , wyjątkowy i z niczym nieporównywalnym : podarował mi jakby w zamian Mamusie świętą! Czy będę kiedykolwiek umiała Mu za to wystarczająco podziękować?

[…] Zawsze miałaś bardzo mocne wewnętrzne przekonanie – jak zaświadczył mój wujek , czyli ojciec Albert – że ideałem jest służba dla innych i z tego tez powodu wybrałaś zawód lekarza.
Uważałaś bowiem te profesję za jeden z najskuteczniejszych sposobów apostolstwa. O tym jak traktowałaś i przeżywałaś ten zawód , dałaś sama wyraz w swoich zapiskach: „ Wszyscy na świecie pracujemy , służąc w jakiś sposób człowiekowi.
My(lekarze) pracujemy bezpośrednio jakby
„na człowieku”. Przedmiotem naszej wiedzy i pracy jest człowiek, który , ukazując nam samego siebie , mówi: „pomóż mi” i oczekuje od nas potwierdzenia pełni swojej egzystencji….

[…] Realizując posługę medyczna , którą postrzegałaś i praktykowałaś jako rodzaj „misji” ; zawsze byłaś pilna w podnoszeniu swych kwalifikacji.
Troszczyłaś się zarówno o ciało , jak i dusze swoich pacjentów.
Własne siły regenerowałaś grając na pianinie , malując obrazy , uprawiając narciarstwo lub alpinizm.
 Umiałaś radować się życiem i cieszyłaś się urokami natury.

Gdy otrzymałaś od Pana Jezusa powołanie małżeńskie , przyjęłaś je z ogromnym entuzjazmem. Zaangażowałaś się całą sobą , żeby „stworzyć rodzinę prawdziwie chrześcijańską”.

Umiałaś w prostocie , z wyczuciem i prawdziwą radością życia zharmonizować obowiązki żony , matki oraz lekarza[mieszkańców] dwóch miejscowości: Megero i Ponte Nuovo di Magenta.
Trwając w tej harmonii i radości , prowadziłaś życie według osobistej , wielkiej wiary , dostosowując do niej własne obowiązki i każdą swą decyzję.
Jako żona i jakże szczęśliwa mama Pierluigiego , Laury i Marioliny byłaś wierna swemu powołaniu macierzyńskiemu aż do najwyższego szczytu miłości.
Podczas czwartego , wyjątkowo bolesnego okresu oczekiwania na narodziny dziecka , świadoma byłaś , iż z woli Opatrzności Bożej istnieje – dla mnie – jedyny sposób , abym mogła przyjść na świat , którym było przedłożenie nad swoje własne życie mojego.
I tak właśnie bez żadnego wahania zdecydowałaś.
Dzięki temu uwieńczyłaś swe przykładne życie chrześcijańskie w imię wielkiej i z niczym  nieporównywalnej miłości , poświęcenia oraz autentycznego świadectwa o świętości i szacunku wobec życia ludzkiego.

„ Ostateczna ofiara , jaką przypieczętowałaś własne życie – powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II podczas homilii 16 maja , kiedy ogłosił Cię świętą – potwierdza , jak tylko ten , kto ma odwagę oddać się w  całkowitym darze Bogu i braciom , realizuje w pełni siebie samego „ .

Najdroższa Mamusiu , pomóż mi stawać się – jak tylko to możliwe – godna Ciebie i nadal kieruj mną w mojej profesji lekarza oraz błogosław mi z Nieba. Wstawiaj się i czuwaj zawsze nad nami. Pomóż każdemu lekarzowi i wszystkim pracującym w służbie zdrowia. Pomóż matkom , dzieciom , osobom i rodzinom , które się do Ciebie zwracają powierzając swoje problemy , trudności , decyzje i pragnienia. Napełnij wszystkich , którzy cierpią , Twą siłą ducha , Twą nadzieją , Twą ufnością w Opatrzność Bożą , Twą odwagą i Twą radością życia.

Pozostań na zawsze blisko nas i módl się za nas.

                                         Twoja Gianna

Modlitwa za wstawiennictwem św. Gianny Berety Molla

Boże nasz Ojcze,
uwielbiamy Cię i błogosławimy Tobie,
ponieważ w osobie Joanny Beretta Molla
daleś nam poznać kobietę,
która jako dziewczyna, żona, matka i lekarz
jest świadkiem Dobrej Nowiny.
Jesteśmy Ci także wdzięczni
ponieważ przez dar jej życia
uczysz nas przyjmować i szanować każdą istotę ludzką.
Ty, Panie Jezu,
byłeś dla niej najważniejszym odniesieniem:
umiała Cię odnaleźć w pięknie świata przyrody;
zastanawiając się nad wyborem własnej drogi życia .

Klękam przed Tobą , Czcigodna Skarbnico Boża , i proszę o Twoje wstawiennictwo u Jezusa i Maryi za nasze dzieci , za drogą wnuczkę Hortensję , która wołałaby na Ciebie z czułością „babcia” , za mnie , za wszystkich nam drogich , za wszystkich , których znałaś i za wszystkich , którzy powierzają się Twemu  wstawiennictwu u Boga. A wiesz przecież , że jest ich mnóstwo – mamy , młodzież , małżonkowie , i to nie tylko z jednego kontynentu.

Bóg dał mi długie życie i mnóstwo łask.
Gdy mnie zawoła , proszę Cię , Gianno , Czcigodna Służebnico Boża ,
a razem z Tobą proszę  Mariolinę i moich bliskich , którzy wyprzedzili mnie w znaku wiary , abyś przedstawiła mnie Jemu , Ojcu Miłosierdzia i abyś prosiła , by okazał również mi w pełni misterium Miłości bez granic , dla której Ty żyłaś i o której zaświadczyłaś swoim życiem.


                                                              Pier Molla


Zaczerpnięto z książki 24 godziny nadziei  Aleksandry Kasica i Roberta Nęcek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz