Najpierw ratujemy dziecko
(1922
– 1962) – z pochodzenia Włoszka , studiowała medycynę na uniwersytecie w
Pawii, a w 1952 roku uzyskała tytuł lekarza w dziedzinie pediatrii i
ginekologii w Mediolanie.
Posiadała własna klinikę.
Rozważała
możliwość wyjazdu do Brazylii jako świecka misjonarka. Jednak odkryła
inną drogę życiową – wyszła za mąż za Piera Mollę.
Była matka trojga dzieci: Pierluigiego , Marioliny i Laury.
W 1961 roku oczekiwała czwartego dziecka , wtedy okazało się , że życiu obojga zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo.
By ratować życie , lekarze zalecali aborcję.
Gianna została postawiona przed wyborem ocalenia własnego życia lub dziecka.
Wybrała życie dziecka:
„Półtora
miesiąca przed urodzeniem naszego dziecka wydarzyła się rzecz , która
mnie poruszyła – wspomina Pier. – Miałem wyjść do fabryki i już włożyłem
płaszcz. Gianna – wydaje mi się , że ja widzę – była oparta o mebel w
przedpokoju.
Przybliżyła się do mnie. Nie powiedziała mi: usiądźmy , zatrzymaj się na chwilę ,porozmawiajmy. Nic.
Podeszła
do mnie blisko , jak zwykle czyni się , gdy chce się powiedzieć o
sprawach trudnych , dużej wagi , ale nad którymi dobrze się zastanowiło i
do których nie chce się powracać.
„Pier
– powiedziała do mnie – proszę cię … jeśli trzeba będzie wybierać
między mną a dzieckiem , wybierz dziecko, nie mnie. Proszę cię o to”.
Gianna , będąc lekarzem , tym bardziej była świadoma swojej decyzji.
Kilka
miesięcy przed porodem Gianna przeszła operację , po której udało się
jej wrócić do obowiązków: przyjmowała pacjentów , zajmowała się
„skarbami” , jak nazywała swoje dzieci. Gianna miała nadzieję , że
wszystko będzie jak dawniej. Półtora miesiąca przed porodem poprosiła
męża , żeby przywiózł jej z Paryża najnowsze żurnale mody.
Planowała sobie po porodzie uszyć sobie sukienkę.
Oczekiwanie na czas rozwiązania nie było jednak bezbolesne.
„ Pier – mówiła do męża- otaczaj mnie jeszcze większą miłością , bo te miesiące są dla mnie straszne”.
Gianna bała się , że może osierocić czworo małych dzieci.
W Wielką Sobotę 1962 roku przyszła na świat córka Gianny Beretty – Gianna Emanuela , czyli „Bóg z nami”.
Przytuliła je leciutko , bez jednego słowa.
Pocałowała
– wspomina Pier. Spojrzała na nią najczulej jak potrafiła , wzrokiem ,
który zdradzał ból , że nie będzie miała możliwości wykarmienia jej i
wychowania oraz , że już nigdy więcej jej nie zobaczy.
Agonia Gianny trwała 8 dni.
Mimo , że bardzo cierpiała – nie przyjmowała bowiem środków narkotycznych , by zachować świadomość – umierała godnie.
Życie Gianny Molli jest odpowiedzią na dylematy kobiet zastanawiających się nad dokonaniem aborcji.
Obala jednocześnie mit , że świętość jest czymś nadzwyczajnym , nieosiągalnym w naszym codziennym życiu.
Gianna udowadnia , że wybór właściwych decyzji prowadzi do Doskonałości.
W 1994 roku , Roku Rodziny , Jan Paweł II beatyfikował Giannę Berettę Mollę.
We Mszy Świętej uczestniczyli mąż błogosławionej oraz dzieci , także ocalona córka Gianna Emanuela.
Jan Paweł II podczas swej homilii podkreślił również ,
że „ wynoszę na ołtarze Giannę.
Kościół
pragnie oddać hołd wszystkim heroicznym matkom , które bez reszty
poświęcają się swoim rodzinom , które cierpią , wydając na świat dzieci ,
które są gotowe podjąć wszelkie trudy , aby przekazać dzieciom wszystko
, co najlepsze , bo miłość niejednokrotnie staje się próba , czasem
wręcz heroiczną , która wiele kosztuje macierzyńskie serce kobiety”.
Mąż Gianny , Pier , następująco wspomina ostatnie chwile:
Ciągle
widzę Giannę , kiedy to rankiem w niedzielę Zmartwychwstania w 1962
roku [leży ] na oddziale położniczym w szpitalu w Monza i z taką
trudnością bierze w ramiona podane dziecko. Potem je całuje.
Patrzy na nie ze smutkiem i cierpieniem.
I to jest dla mnie znak , że ma świadomość , iż będzie je musiała osierocić. Od tego dnia bóle już nie ustawały.
Wzywała swą matkę , aby była blisko i ażeby jej pomogła , bo już nie podoła; tak bardzo była cierpiąca.
Wydawało
się , że jest to jakby powolna , dramatyczna ofiara , która
towarzyszyła również Chrystusowi wiszącemu na krzyżu. Bóle nasiliły się
jeszcze bardziej w poniedziałek.
Starałem się nieustannie przebywać blisko niej.
W nocy z wtorku na środę w Oktawie Zmartwychwstania przeżyła bardzo ciężką zapaść.
W
środę rano poprosiła mnie , abym się zbliżył i wówczas powiedziała mi :
„Pier , ja już tam byłam i czy ty wiesz , co widziałam?
Pewnego dnia opowiem ci o tym.
Ale
ponieważ byliśmy zbyt szczęśliwi , żyliśmy zbyt dobrze z naszymi
cudownymi dziećmi , pełni zdrowia i łaski , ze wszystkimi
błogosławieństwami nieba , zostałam odesłana tu ponownie , aby jeszcze
pocierpieć , ponieważ nie jest słusznym stanąć przed Panem Jezusem bez
wielu cierpień”.
Taka była ostatnia rozmowa Piera z żoną.
„Dla mnie to właśnie był testament radości i cierpienia , oddania i ufności Bogu” – wyznał.
Siostra
Gianny , Wirginia , która czuwała przy łóżku siostry dzień i noc aż do
jej śmierci , dodaje w swoim świadectwie następujące szczegóły:
Trzeciego
dnia po cesarskim cięciu poczuła , że jest u kresu życia ”Nareszcie tu
jesteś! Wiesz, Ginia , jak bardzo się cierpi , gdy trzeba umierać ,
zostawiając takie malutkie dzieci!”.
To
były jej pierwsze słowa , kiedy zobaczyła mnie na progu swojego pokoiku
w szpitalu w Monzie… Czując zbliżającą się zapaść , poprosiła o
księdza. Była to pora , w której kapłan szpitala udzielał Komunii
Świętej chorym na różnych oddziałach i nie można było szybko go znaleźć.
Kapelan
podał jej krzyż do ucałowania i udzielił odpustu zupełnego ,
zapewniając ją , że nieskończenie dobry Jezus wybaczył jej wszystko ,
każde – najmniejsze nawet przewinienie. Gianna ścisnęła w rękach krzyż ,
tkliwie go ucałowała i zaraz potem poczuła się fizycznie lepiej.
Chwilę
później powiedziała:” Wiesz , jakiego doznałam pocieszenia , całując
krzyż! Och , nie wiem , co bym zrobiła , gdyby nie Jezus , który
pociesza nas w takich chwilach!”.
A
potem dodała:” Wiesz , jak inaczej ocenia się rzeczy , leżąc na łóżku
śmierci…. Jak nieistotne wydają się różne rzeczy , do których świat
przywiązuje wielką wagę!”
Ks. Robert Nęcek , który był świadkiem kanonizacji św. Gianny wspomina:
Wybrałem się tam z pewnym małżeństwem.
Pojechaliśmy z potrzeby naszych serc.
Chcieliśmy podziękować Bogu za dar nowej świętej.
Osobiście wiozłem także dziękczynienie za niespodziewany dar osobistej przyjaźni z Gianną.
W tym samym dniu kanonizowane były jeszcze inne osoby.
Plac
Świętego Piotra niemal pękał w szwach , a wszyscy , którzy znali świętą
Giannę oraz tych pozostałych kandydatów na ołtarze , czuli się jak
jedna rodzina. Było to dla mnie wyjątkowe doświadczenie powszechności
Kościoła.
Najgłośniej oczywiście wiwatowali Włosi.
Momentami miałem wrażenie , że górą są Brazylijczycy.
Dlaczego oni? Bo tam chciała pojechać Gianna jako świecka misjonarka , aby pomóc swojemu bratu , który już był w Brazylii.
O czym wtedy myślałem? Przede wszystkim z ogromnym wzruszeniem patrzyłem na postać Ojca Świętego i pana inżyniera Piera Mollę.
Obydwaj słabi fizycznie , a jednocześnie tak mocni i szczęśliwi duchowo.
Po
drugie , po raz pierwszy na żywo mogłem spojrzeć na te trójkę dorosłych
dzieci Gianny , które niosły w darze relikwie własnej mamy.
W
środku szła Gianna Emanuela , a po bokach Pierluigi i Laura. Czułem ,
ze jest to ewidentny , naoczny trumf Opatrzności Bożej , której Joanna
tak zaufała , odchodząc od nich , gdy byli tak jeszcze małymi ,
nieporadnymi dziećmi.
Opatrzność Boża zwyciężyła, zaopiekowała się , znalazła dobre serca ludzkie , którzy te dzieci pomogły Pierowi wychować.
Potem
patrzyłem , jak najbliżsi Gianny dziękowali Ojcu Świętemu za
kanonizację. Zastanawiałem się , co wówczas im Papież powiedział. I co
mówili o Giannie?
List Gianny , córki dla której Święta oddała własne życie
Najdroższa Mamusiu.
Wprawdzie
nie otrzymałam niewypowiedzianego daru poznania Ciebie w tym życiu, ale
Pan Jezus w swym nieskończonym miłosierdziu i dobroci zechciał
przygotować dla mnie dar jeszcze większy , wyjątkowy i z niczym
nieporównywalnym : podarował mi jakby w zamian Mamusie świętą! Czy będę
kiedykolwiek umiała Mu za to wystarczająco podziękować?
[…]
Zawsze miałaś bardzo mocne wewnętrzne przekonanie – jak zaświadczył mój
wujek , czyli ojciec Albert – że ideałem jest służba dla innych i z
tego tez powodu wybrałaś zawód lekarza.
Uważałaś
bowiem te profesję za jeden z najskuteczniejszych sposobów apostolstwa.
O tym jak traktowałaś i przeżywałaś ten zawód , dałaś sama wyraz w
swoich zapiskach: „ Wszyscy na świecie pracujemy , służąc w jakiś sposób
człowiekowi.
My(lekarze) pracujemy bezpośrednio jakby
„na
człowieku”. Przedmiotem naszej wiedzy i pracy jest człowiek, który ,
ukazując nam samego siebie , mówi: „pomóż mi” i oczekuje od nas
potwierdzenia pełni swojej egzystencji….
[…]
Realizując posługę medyczna , którą postrzegałaś i praktykowałaś jako
rodzaj „misji” ; zawsze byłaś pilna w podnoszeniu swych kwalifikacji.
Troszczyłaś się zarówno o ciało , jak i dusze swoich pacjentów.
Własne siły regenerowałaś grając na pianinie , malując obrazy , uprawiając narciarstwo lub alpinizm.
Umiałaś radować się życiem i cieszyłaś się urokami natury.
Gdy
otrzymałaś od Pana Jezusa powołanie małżeńskie , przyjęłaś je z
ogromnym entuzjazmem. Zaangażowałaś się całą sobą , żeby „stworzyć
rodzinę prawdziwie chrześcijańską”.
Umiałaś
w prostocie , z wyczuciem i prawdziwą radością życia zharmonizować
obowiązki żony , matki oraz lekarza[mieszkańców] dwóch miejscowości:
Megero i Ponte Nuovo di Magenta.
Trwając
w tej harmonii i radości , prowadziłaś życie według osobistej ,
wielkiej wiary , dostosowując do niej własne obowiązki i każdą swą
decyzję.
Jako
żona i jakże szczęśliwa mama Pierluigiego , Laury i Marioliny byłaś
wierna swemu powołaniu macierzyńskiemu aż do najwyższego szczytu
miłości.
Podczas
czwartego , wyjątkowo bolesnego okresu oczekiwania na narodziny dziecka
, świadoma byłaś , iż z woli Opatrzności Bożej istnieje – dla mnie –
jedyny sposób , abym mogła przyjść na świat , którym było przedłożenie
nad swoje własne życie mojego.
I tak właśnie bez żadnego wahania zdecydowałaś.
Dzięki temu uwieńczyłaś swe przykładne życie chrześcijańskie w imię wielkiej i z niczym nieporównywalnej miłości , poświęcenia oraz autentycznego świadectwa o świętości i szacunku wobec życia ludzkiego.
„
Ostateczna ofiara , jaką przypieczętowałaś własne życie – powiedział
Ojciec Święty Jan Paweł II podczas homilii 16 maja , kiedy ogłosił Cię
świętą – potwierdza , jak tylko ten , kto ma odwagę oddać się w całkowitym darze Bogu i braciom , realizuje w pełni siebie samego „ .
Najdroższa
Mamusiu , pomóż mi stawać się – jak tylko to możliwe – godna Ciebie i
nadal kieruj mną w mojej profesji lekarza oraz błogosław mi z Nieba.
Wstawiaj się i czuwaj zawsze nad nami. Pomóż każdemu lekarzowi i
wszystkim pracującym w służbie zdrowia. Pomóż matkom , dzieciom , osobom
i rodzinom , które się do Ciebie zwracają powierzając swoje problemy ,
trudności , decyzje i pragnienia. Napełnij wszystkich , którzy cierpią ,
Twą siłą ducha , Twą nadzieją , Twą ufnością w Opatrzność Bożą , Twą
odwagą i Twą radością życia.
Pozostań na zawsze blisko nas i módl się za nas.
Twoja Gianna
Modlitwa za wstawiennictwem św. Gianny Berety Molla
Boże nasz Ojcze,
uwielbiamy Cię i błogosławimy Tobie,
ponieważ w osobie Joanny Beretta Molla
daleś nam poznać kobietę,
która jako dziewczyna, żona, matka i lekarz
jest świadkiem Dobrej Nowiny.
Jesteśmy Ci także wdzięczni
ponieważ przez dar jej życia
uczysz nas przyjmować i szanować każdą istotę ludzką.
Ty, Panie Jezu,
byłeś dla niej najważniejszym odniesieniem:
umiała Cię odnaleźć w pięknie świata przyrody;
zastanawiając się nad wyborem własnej drogi życia .
Klękam
przed Tobą , Czcigodna Skarbnico Boża , i proszę o Twoje wstawiennictwo
u Jezusa i Maryi za nasze dzieci , za drogą wnuczkę Hortensję , która
wołałaby na Ciebie z czułością „babcia” , za mnie , za wszystkich nam
drogich , za wszystkich , których znałaś i za wszystkich , którzy
powierzają się Twemu wstawiennictwu u Boga. A wiesz
przecież , że jest ich mnóstwo – mamy , młodzież , małżonkowie , i to
nie tylko z jednego kontynentu.
Bóg dał mi długie życie i mnóstwo łask.
Gdy mnie zawoła , proszę Cię , Gianno , Czcigodna Służebnico Boża ,
a razem z Tobą proszę Mariolinę
i moich bliskich , którzy wyprzedzili mnie w znaku wiary , abyś
przedstawiła mnie Jemu , Ojcu Miłosierdzia i abyś prosiła , by okazał
również mi w pełni misterium Miłości bez granic , dla której Ty żyłaś i o
której zaświadczyłaś swoim życiem.
Pier Molla
Zaczerpnięto z książki 24 godziny nadziei Aleksandry Kasica i Roberta Nęcek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz